Rozmowa z Grażyną Sadowską Malczewską i jej córką Anielą o tym, że depresja u nastolatka zaczyna się długo przed tym, zanim ktokolwiek zrozumie, że to depresja.
Grażyna Sadowska jest mamą czworga dzieci. Jej córka Aniela ma osiemnaście lat i za sobą kilka lat zmagań z depresją, stanami lękowymi oraz ma postawioną diagnozę spektrum autyzmu i ADHD. Zgodziły się podzielić swoją historią, żeby pomóc rodzicom zauważać i reagować wcześniej.
Kiedy poczułyście, że coś się dzieje?
Grażyna: Pierwsze sygnały – stany lękowe, zamknięcie w sobie – na początku tłumaczyłam pandemią i wiekiem. Ale był jeden moment, który mnie zatrzymał. Byłyśmy na spacerze, prawie nikogo wokół, i 300 metrów dalej, na ławce siedziały dwie osoby. Aniela zaczęła się trząść i płakać z przerażenia. Wtedy dotarło do mnie, że jest naprawdę bardzo źle.
Aniela: Ja wiedziałam, że coś jest nie tak, ale długo nie chciałam tego nazywać. Powiedzenie tego na głos czyniło to bardziej prawdziwym. Więc milczałam, zamykałam się w pokoju, złościłam się o drobiazgi, ukrywałam to, co czuję. To było łatwiejsze niż mówić o czymś, czemu sama nie umiałam jeszcze nadać nazwy.
Anielo, jak rodzic może w ogóle zauważyć, że dzieje się coś złego, skoro dziecko to ukrywa?
Aniela: Nie trzeba czekać na wyraźny sygnał – bo dać ten sygnał jest najtrudniej. Ja wiem, jaki to wstyd i jakie poczucie słabości. Warto po prostu obserwować, jak dziecko funkcjonuje na co dzień. Czy przychodzi na kolację. Czy pojawia się przy rodzinnych momentach. Czy reaguje nieproporcjonalnie na drobiazgi. Jak zmienia się jego relacja z jedzeniem, z ciałem, z rówieśnikami. Żadna z tych rzeczy osobno nie jest alarmem, ale trwająca zmiana jest powodem, żeby zapytać i zostać przy tym pytaniu dłużej niż przez jedną rozmowę.
Grażyna: I nie bagatelizować. Ja przez jakiś czas tłumaczyłam sobie, że to wiek, że nastolatki tak mają. Do tego zbiegło się to z okresem pandemii, zamknięcia nas wszystkich w domu, i nauki zdalnej. To naturalne, że szukamy spokojniejszego, łatwiejszego dla rodzica wyjaśnienia. Ale właśnie dlatego warto reagować wcześniej, zanim sytuacja stanie się jednoznaczna – bo kiedy staje się jednoznaczna, nie ma już przestrzeni na spokojną decyzję.
Co byście zrobiły inaczej, gdybyście mogły cofnąć czas?
Grażyna: Poszłabym po pomoc szybciej. Były trzy miesiące, kiedy widziałam pogorszenie i czekałam. Rozmawiałam z Anielą, próbowałam ją wspierać, ale czekałam na moment, który będzie wystarczająco jednoznaczny. Teraz wiem, że lepiej pójść do specjalisty dwa, trzy razy i zobaczyć, niż czekać. Po to, żeby dziecko wiedziało, że droga do pomocy istnieje i że nie trzeba być w bardzo złym miejscu, żeby po nią pójść.
Aniela: Pozwoliłabym sobie wcześniej powiedzieć to głośno. Że jest źle, że potrzebuję pomocy. Długo mi zajęło, zanim w ogóle zaczęłam to nazywać – nawet sama przed sobą.
Wasza historia to nie była historia jednej osoby w kryzysie. Jak to wyglądało z perspektywy całej rodziny?
Grażyna: Kiedy choruje dziecko, choruje cała rodzina – to jest prawda, którą poznałam na własnej skórze. W pewnym momencie obie córki były jednocześnie na oddziałach psychiatrycznych. Depresja jednej córki oddziaływała bezpośrednio na stan drugiej córki, sytuacja się nakręcała. Jeździłam do jednej do jednego szpitala, później jechałam do drugiej, a w domu zostawał młodszy syn. Byłam wtedy w zaawansowanej ciąży. Jeden z psychologów w szpitalu, pytał mnie przy każdej wizycie, czy zastanawiam się, dlaczego obie córki są w szpitalu jednocześnie. Pytał za każdym razem. Miałam ochotę krzyczeć, że tak, że myślę o tym codziennie, od rana do wieczora, że czuję, że zawiodłam jako mama, że jestem złą mamą. To były bardzo ciężkie lata.
Aniela: Ja to widzę dopiero teraz, z dystansu. Moje pobyty w szpitalach trochę rozbiły rodzinę – rodzeństwo potrzebowało mamy, a mama była gdzie indziej, w większej mierze musiała się skoncentrować na mojej chorobie.. Czuję, że dopiero od roku, może półtora, naprawdę odbudowuję te relacje. To też jest część zdrowienia, o której rzadko się mówi. Dziś, z perspektywy czasu, jestem bardzo wdzięczna mamie, za to, jak mnie wspierała, że była przy mnie, nie pozwoliła mi się poddać.
Jak wygląda wsparcie dziś – co tak naprawdę pomaga?
Aniela: Mam psychologa, psychiatrę, mamę, do której chodzę z absolutnie wszystkim, i chłopaka, który zna moje ataki paniki i wie, jak reagować. To nieprzypadkowa grupa osób, którą budowałyśmy razem przez lata, przez rozmowy o tym, co u mnie działa, a co nie. Bo każdy jest inny. Techniki oddechowe u mnie na przykład w ogóle nie działają – wywołują jeszcze większy stres. Znalazłam własne sposoby. Nauczyłam się też prosić o pomoc, co zajęło mi naprawdę dużo czasu.
Grażyna: Ja miałam własną terapię – jedną godzinę tygodniowo wyłącznie dla siebie – i nie zrezygnowałam z niej nawet wtedy, gdy psychoterapeutka sama zapytała, czy jest mi ona jeszcze potrzebna. Nie zrezygnowałam z niej, to jest ta godzina moja dla mnie. Wiedziałam, że jeśli sama się nie zatrzymam, nie będę mogła być przy córkach. Wsparcie od męża, od moich rodziców, nawet to logistyczne – ktoś, kto przyjedzie wieczorem, przytuli, odwiezie – to nie jest coś drugorzędnego tylko warunek, który pozwala przetrwać długie miesiące bez zapaści.
Co chciałybyście, żeby rodzice wynieśli z tej rozmowy?
Aniela: Żeby nie czekali na wyraźny sygnał. Zaproście dziecko wieczorem do stołu i zobaczcie, czy przyjdzie. A jeśli nie przychodzi od jakiegoś czasu zapytajcie, dlaczego? Drąż temat.
Grażyna: Żeby pamiętali, że kiedy dziecko choruje, wsparcia potrzebuje też rodzic. Ta godzina dla siebie, ten telefon do kogoś bliskiego, chwila zatrzymania to warunek, żeby móc pomagać.
Skala problemu
Historia Grażyny i Anieli nie jest wyjątkiem. W Polsce zaburzenia depresyjne dotykają aż 20 procent młodzieży1, a problem narasta od lat.
Według danych NFZ liczba dzieci i młodzieży objętych pomocą psychologiczną i psychiatryczną wzrosła między 2019 a 2023 rokiem o 135 procent – ze 119 tysięcy do ponad 279 tysięcy młodych osób2.
W tym samym czasie liczba recept na leki przeciwdepresyjne realizowanych dla osób poniżej 18. roku życia wzrosła pięciokrotnie w ciągu dekady – z niespełna 16 tysięcy w 2013 roku do ponad 84 tysięcy w 2023 roku3.
Eksperci podkreślają, że rzeczywista skala problemu jest znacznie większa niż wynika z oficjalnych danych. Wiele rodzin wciąż czeka zbyt długo, zanim sięga po pomoc.
Jeśli martwisz się o swoje dziecko, nie czekaj na jednoznaczny sygnał. Pierwszym krokiem może być rozmowa z pediatrą lub psychologiem szkolnym.
W nagłych sytuacjach działa całodobowy Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży: 116 111.
1 https://pulsmedycyny.pl/medycyna/psychologia-i-psychiatria/coraz-gorsza-kondycja-psychiczna-polskich-nastolatkow-nastapil-wzrost-o-77-proc-zachowan-samobojczych/
2 https://czasopismopsychologiadzieci.pl/artykul/depresja-maskowana-u-dzieci-i-mlodziezy
3 https://czasopismopsychologiadzieci.pl/artykul/depresja-maskowana-u-dzieci-i-mlodziezy